Moja pierwsza frytkownica beztłuszczowa skończyła w kontenerze na podwórku. Po czterech miesiącach z dna kosza zaczęły schodzić czarne płatki powłoki, prosto do frytek. Pół internetu ją chwaliło, a ja przez tydzień zastanawiałam się, ile tego zjedliśmy, zanim zauważyłam. Od tamtej pory do każdej frytkownicy podchodzę jak do nowego zięcia: grzecznie, ale z rezerwą.
A powód, żeby spróbować jeszcze raz, był prosty. W naszej kamienicy obiad je codziennie pięć osób: Tomek, dwoje nastolatków, ja i teściowa, która schodzi do nas z piętra niżej. Szymon ma szesnaście lat i je jak cała drużyna piłkarska. Ola ma czternaście i najchętniej jadłaby frytki trzy razy dziennie. Mała frytkownica z jednym koszem u nas nie ma sensu, bo zanim zrobi się druga porcja, pierwsza jest zimna.
Dlatego przez sześć tygodni, od 15 sierpnia do 26 września, testowałam Ninja Foodi MAX Dual Zone AF400EU, czyli dużą frytkownicę z dwoma osobnymi koszami. Zrobiłam w niej 47 posiłków. Ważyłam porcje, mierzyłam czas stoperem, a prąd watomierzem wpiętym między gniazdko a wtyczkę. Teściowa mierzyła po swojemu, czyli miną.
Ninja Foodi MAX Dual Zone AF400EU
Dwa niezależne kosze po 4,75 litra, sześć funkcji, synchronizacja końca pieczenia. Robi obiad dla pięciu osób szybciej i taniej niż piekarnik, ale duże, płaskie kotlety mieszczą się tylko po dwa na kosz.
- Dwa dania gotowe w tej samej minucie dzięki funkcji synchronizacji
- Obiad dla pięciu osób za około 80 groszy prądu
- Odsmażane pierogi chrupiące jak z patelni, bez tłuszczu na kuchence
- Po sześciu tygodniach powłoka bez jednej rysy
- Duże schabowe mieszczą się tylko po dwa na kosz
- Zajmuje sporo blatu, jak mała mikrofala
- Nie ma okienka, trzeba wysuwać kosz
- Pod kratką zbiera się tłuszcz, który trzeba myć od razu
W skrócie: jeśli gotujesz dla czterech lub pięciu osób i chcesz mieć mięso i dodatek gotowe naraz, to jedna z najrozsądniejszych frytkownic na rynku. Dla jednej albo dwóch osób jest za duża i za droga.
Co to za frytkownica i czym różni się od zwykłej
AF400EU to model, który w Polsce sprzedaje się od kilku lat i wciąż jest jedną z najczęściej wybieranych dużych frytkownic. W środku są dwie osobne komory z własnymi grzałkami i wentylatorami. Każdy kosz ma 4,75 litra, razem 9,5 litra. Moc to 2470 W, a zakres temperatur od 40 do 240°C.
Najważniejsze są dwie funkcje. Synchronizacja sama opóźnia start krótszego dania tak, żeby oba skończyły się w tej samej chwili. Dopasowanie kopiuje ustawienia z jednego kosza na drugi, kiedy robisz podwójną porcję tego samego. Do tego sześć programów: Max Crisp, smażenie powietrzem, pieczenie mięsa, pieczenie ciast, odgrzewanie i suszenie.
Na blacie zajmuje mniej więcej tyle miejsca co mała mikrofala. W naszej kamienicznej kuchni stanęła w miejscu chlebaka, który przeniósł się na lodówkę. Pierwsze uruchomienie zrobiłam na pusto, 10 minut na 200°C przy otwartym oknie, bo nowe plastiki zawsze trochę pachną. Po drugim razie zapachu już nie było. Potem przyszedł czas na danie, od którego w polskim domu zaczyna się każda rozmowa o obiedzie.
Schabowe: test, którego bałam się najbardziej
Schabowy z frytkownicy to temat, przy którym teściowa robi się czerwona. Jej zdaniem kotlet musi skwierczeć na smalcu, a cała klatka schodowa ma wiedzieć, że jest niedziela. Zrobiłam więc dwa podejścia, jedno po jej myśli, drugie po mojemu.
Kotlety rozbiłam cienko, panierka klasyczna: mąka, jajko, bułka tarta. Każdy z obu stron spryskałam olejem rzepakowym z pompki, mniej więcej pół łyżeczki na kotlet. 200°C, 8 minut, obrócenie, jeszcze 5 minut. Panierka wyszła złota i chrupiąca, mięso soczyste, bez tłustej plamy na talerzu. Na patelni na ten sam obiad zużywam prawie szklankę tłuszczu.
Tu wychodzi pierwsza wada, o której nie piszą na pudełku. Kosz jest głęboki, ale jego dno nie jest wielkie. Duży, rozbity schabowy zajmuje pół kosza, więc mieszczą się dwa naraz, w jednym koszu trzy tylko wtedy, gdy są mniejsze i lekko na siebie zachodzą. A zachodzące kotlety w miejscu styku robią się miękkie. Dla sześciu osób robiłam więc dwie tury po cztery kotlety, a pierwszą trzymałam w piekarniku na 70°C.
„Smaczny. Ale to nie jest schabowy, to jest kotlet z piekarnika, który udaje schabowego.” Teściowa, po zjedzeniu dwóch, w niedzielę 24 sierpnia
Zjadła dwa, co u niej znaczy więcej niż słowa. W kolejne niedziele schabowe dalej robiłam na patelni, bo tradycja to tradycja. Ale w środę, kiedy wracam z zakupów o 17:40, kotlety z Ninja zrobiłam pięć razy. A prawdziwy hit tej frytkownicy pojawił się zupełnie gdzie indziej.
Pierogi z wczoraj, czyli największe zaskoczenie
W polskim domu zawsze zostają pierogi. Ruskie z soboty, z kapustą i grzybami z niedzieli, z mięsem, bo teściowa przyniosła „tylko trochę”. Zwykle odsmażam je na patelni z cebulką i masłem, a kuchenka gazowa potem wygląda, jakby przeszła przez nią wojna.
W Ninja ugotowane wcześniej pierogi wystarczy posmarować pędzelkiem roztopionym masłem i włożyć na 200°C na 8 do 10 minut, z jednym potrząśnięciem w połowie. Brzegi robią się chrupiące, środek gorący, a na kuchence nie ląduje ani kropla tłuszczu. W jednym koszu mieści się około 14 pierogów w jednej warstwie, w dwóch prawie trzydzieści. W drugim koszu można w tym czasie przyrumienić cebulkę z boczkiem, 180°C przez 6 minut.

Szymon po tygodniu zaczął sam odgrzewać sobie pierogi po treningu. To pierwsze urządzenie kuchenne, które obsługuje bez dzwonienia do mnie. No dobrze, poza mikrofalą. A skoro mowa o nastolatkach, przyszła pora na ich ulubione danie.
Skrzydełka i frytki dla dwóch głodnych nastolatków
Piątek u nas oznacza skrzydełka. Przy dwóch nastolatkach i ich kolegach to zwykle 1,5 kilo mięsa i góra frytek. W piekarniku robiłam to w dwóch blachach, przez godzinę z hakiem, a frytki z zamrażarki i tak wychodziły blade.
W Ninja do lewego kosza poszło 1,2 kg skrzydełek w marynacie z papryką wędzoną i czosnkiem, 200°C, 24 minuty. Do prawego 800 g świeżych ziemniaków pokrojonych w słupki, wcześniej namoczonych pół godziny w zimnej wodzie i dobrze osuszonych ściereczką, z łyżką oleju, 200°C, 26 minut, trzy razy potrząśnięte. Włączyłam synchronizację i oba kosze skończyły w tej samej sekundzie.
Frytki z surowych ziemniaków wyszły lepsze niż z większości budek nad jeziorem. Chrupiące z zewnątrz, miękkie w środku, z jedną łyżką oleju na prawie kilogram. Ola zjadła swoją porcję, potem połowę porcji brata, a brat tego nie zauważył, bo był zajęty skrzydełkami.

Jedna uwaga praktyczna: przy skrzydełkach na dnie kosza zbiera się sporo tłuszczu. Przy drugiej turze zlewaj go do słoika, zanim włożysz kolejną porcję, bo inaczej zacznie dymić. Ten tłuszcz prowadzi nas prosto do pieniędzy, a dokładniej do rachunku za prąd.
Prąd: frytkownica kontra piekarnik
Na to pytanie odpowiadam znajomym najczęściej. U nas w kuchni jest stara kuchenka gazowa, ale teściowa piętro niżej ma piekarnik elektryczny, więc porównałam to samo danie u niej i u nas. Watomierz ten sam, który używamy przy każdym teście.
| Danie | Ninja AF400EU | Piekarnik elektryczny teściowej |
|---|---|---|
| 1,2 kg skrzydełek i 800 g frytek | 0,71 kWh, 28 min | 1,46 kWh, 64 min z nagrzewaniem |
| Pierś z kurczaka i warzywa, 4 porcje | 0,48 kWh, 22 min | 1,12 kWh, 45 min z nagrzewaniem |
| Odsmażane pierogi, 28 sztuk | 0,29 kWh, 10 min | nie robiłam, patelnia na gazie |
| Koszt obiadu przy około 1,10 zł za kWh | około 50 do 80 groszy | około 1,20 do 1,60 zł |
Frytkownica zużywa mniej więcej połowę prądu piekarnika, bo nie musi nagrzewać dużej komory i robi wszystko szybciej. Przy pięciu obiadach w tygodniu to około 15 do 20 zł oszczędności miesięcznie. Frytkownica za 800 zł zwraca się więc po kilku latach, a nie po kilku miesiącach, jak obiecują niektóre reklamy.
Prawdziwa oszczędność jest gdzie indziej. Latem nie nagrzewasz kuchni, a o 17:40 nie czekasz 15 minut, aż piekarnik dojdzie do temperatury. To jest czas, który zostaje Ci na rozpakowanie zakupów. A teraz to, czego bałam się najbardziej po poprzednich doświadczeniach.
Powłoka koszy po sześciu tygodniach
Kosze i kratki mają powłokę nieprzywierającą. Po historii z poprzednią frytkownicą oglądałam je co tydzień pod lampą z lupą, tą samą, której używam do sprawdzania noży. Po sześciu tygodniach i 47 posiłkach na dnie koszy nie było ani jednej rysy, a kratki wyglądały jak nowe.
Pomogły trzy zasady, które wprowadziłam pierwszego dnia. Wyjmuję jedzenie silikonowymi szczypcami, nigdy metalowym widelcem. Nie używam sprayów do smażenia w aerozolu, tylko olej z pompki, bo gaz w aerozolu z czasem zostawia na powłoce lepki osad. Kosze myję ręcznie miękką stroną gąbki, chociaż producent pozwala na zmywarkę.
Na koniec testu powłoka trzymała się bez zarzutu, ale sześć tygodni to nie dwa lata. Obiecuję wrócić do tej recenzji w marcu i dopisać, jak wyglądają kosze po pół roku. Na razie zostaje kwestia, ile czasu zajmuje mycie.
Mycie po obiedzie: lepiej niż blachy, gorzej niż w reklamie
Po frytkach i pierogach wystarczy przetrzeć kosz gąbką z płynem i opłukać. Zajmuje to dwie minuty. Po skrzydełkach i kotletach jest więcej roboty, bo tłuszcz zbiera się pod kratką i w rogach kosza. Jeśli zostawisz go do rana, zastygnie i trzeba moczyć.

Mój patent: zaraz po wyjęciu jedzenia wlewam do jeszcze ciepłego kosza szklankę gorącej wody z kroplą płynu i wkładam kratkę z powrotem. Kiedy zjemy, wszystko schodzi samo. Ola nazywa to „namaczaniem w jacuzzi” i od września myje kosze sama, bo uznała, że to szybsze niż wieczne zmywanie blach. Dodam tylko, że to nie była jej wolna decyzja. Sama obudowa po sześciu tygodniach ma kilka tłustych odcisków palców i nic więcej, wystarczy wilgotna ściereczka.
Co mnie irytowało
Pierwsza rzecz to brak okienka. Żeby sprawdzić, czy kotlet jest już złoty, trzeba wysunąć kosz. Frytkownica wtedy pauzuje i wraca do pracy po wsunięciu, więc nic się nie psuje, ale przy rybie, która lubi się przypalić, zaglądałam co trzy minuty.
Druga to rozmiar. Na naszym blacie stoi ona, czajnik i deska, i tyle. Jeśli masz małą kuchnię w bloku, zmierz miejsce, zanim kupisz, i pamiętaj o kilku centymetrach wolnej przestrzeni z tyłu, bo stamtąd wylatuje ciepłe powietrze. Trzecia to hałas wentylatorów, który zmierzyłam na 56 dB z metra. Nie przeszkadza, ale rozmowy przez telefon w kuchni w tym czasie nie prowadzę.
Czwarta rzecz to wyświetlacz. Jest czytelny, ale przyciski są dotykowe i przy tłustych palcach czasem reagują dopiero za drugim razem. Teściowa raz próbowała sama zrobić sobie grzanki, nacisnęła trzy razy i powiedziała, że „ta maszyna jej nie lubi”. Z wzajemnością, jak sądzę.
| Co mierzyłam | Wynik |
|---|---|
| Posiłki w 6 tygodni | 47 |
| Schabowe naraz, duże i rozbite | 4 (po 2 na kosz) |
| Odsmażane pierogi naraz | około 28 w dwóch koszach |
| Świeże frytki w jednym koszu | 800 g, 26 min na 200°C |
| Hałas z metra | 56 dB |
| Rysy na powłoce po 6 tygodniach | żadnych |
| Mój czas przy kuchence, średnio na obiad | 14 min zamiast 31 |
Jak mierzymy prąd, hałas i czas przy kuchence, opisujemy dokładnie na stronie jak testujemy. A skoro już wiesz, co ta frytkownica potrafi, czas na najważniejsze pytanie: za ile ją kupić.
Black Week i Święta: przy jakiej cenie kupić
AF400EU jest na rynku od dawna i w Polsce regularnie tanieje w promocjach. W momencie pisania w Morele kosztuje 849 zł, a wersja oznaczona DZ400EU, czyli ta sama frytkownica w innej dystrybucji, około 807 zł. Black Friday wypada 27 listopada, a duże sklepy zaczynają Black Week zwykle kilka dni wcześniej.
Jako prezent pod choinkę to dobry wybór dla rodziny z dziećmi albo dla rodziców, którzy po latach chcą gotować prościej. Dla studenta w akademiku jest za duża. A jeśli kupujesz ją na Mikołajki, 6 grudnia, zdążysz przed świętami nauczyć się robić w niej chrupiące pierogi z wigilijnych resztek, co w drugi dzień świąt ratuje życie.
Dla kogo jest, a dla kogo nie
Alternatywy, które rozważałam
- Ninja Double Stack XL SL400EU: też 9,5 litra i dwa kosze, ale ustawione jeden nad drugim, więc zajmuje mniej blatu. Na Amazon.pl kosztuje w momencie pisania od około 620 do 860 zł, zależnie od koloru i sprzedawcy. Dobra, jeśli blat jest Twoim największym problemem.
- Tefal Dual Easy Fry EY9018: 8,3 litra w dwóch szufladach, około 490 zł. Trochę mniejsza i tańsza, dla rodziny trzyosobowej w zupełności wystarczy.
- Robot wielofunkcyjny: jeśli bardziej niż smażenie męczy Cię siekanie, farsze i sosy, przeczytaj moją recenzję Thermomixa TM7. To zupełnie inna półka cenowa, ale też inne zadania.
Do krojenia ziemniaków na frytki przyda się ostry nóż. Jeśli Twoje noże bardziej miażdżą niż kroją, zajrzyj do poradnika jak naostrzyć nóż w domu. Pozostałe testy sprzętu kuchennego znajdziesz w recenzjach, a to, co właśnie gotujemy, w trwających testach.
Jak to się skończyło w naszej kuchni
Po sześciu tygodniach Ninja została na blacie, a chlebak nie wrócił na swoje miejsce. Nie zastąpiła mi patelni ani piekarnika. Zastąpiła mi za to środowe obiady, piątkowe skrzydełka i poniedziałkowe pierogi z niedzieli, czyli te posiłki, które robię zmęczona i w pośpiechu.
Ma swoje wady: zajmuje miejsce, duże kotlety robi tylko po cztery, a bez okienka trzeba zaglądać. Ale robi obiad dla pięciu osób w kwadrans, za mniej niż złotówkę prądu, a powłoka po sześciu tygodniach wygląda jak w dniu zakupu. Przy cenie poniżej 700 zł to jedna z najrozsądniejszych rzeczy, jakie możesz postawić w rodzinnej kuchni.
Teściowa wciąż mówi, że to „kotlet udający schabowego”. Ale w zeszły czwartek zeszła do nas z talerzem zimnych pierogów z kapustą i zapytała, czy mogę je „wrzucić do tej czarnej skrzynki”. Zjadła wszystkie, a talerz odniosła sama.
Najczęstsze pytania o Ninja Foodi MAX Dual Zone AF400EU
Ile kosztuje Ninja AF400EU w Polsce?
W momencie pisania, na początku października 2026, kosztuje około 800 do 850 zł, na przykład 849 zł w Morele. Ta sama frytkownica w wersji oznaczonej DZ400EU bywa po około 807 zł. W Black Week warto celować w cenę poniżej 699 zł.
Ile schabowych zmieści się w Ninja AF400EU?
Duże, cienko rozbite schabowe mieszczą się po dwa w każdym koszu, czyli cztery naraz. Mniejsze kotlety zmieszczą się po trzy, ale nie powinny na siebie zachodzić, bo w miejscu styku panierka zostaje miękka. Dla sześciu osób trzeba zrobić dwie tury.
Czy w frytkownicy beztłuszczowej można odsmażać pierogi?
Tak i wychodzą świetnie. Ugotowane pierogi posmaruj roztopionym masłem i piecz w 200°C przez 8 do 10 minut, potrząsając raz w połowie. Surowych mrożonych pierogów nie wkładaj, bo ciasto twardnieje, a farsz zostaje zimny.
Czy frytkownica Ninja zużywa mniej prądu niż piekarnik?
W naszym teście mniej więcej o połowę. Skrzydełka z frytkami dla pięciu osób zużyły 0,71 kWh w 28 minut, a to samo danie w piekarniku elektrycznym 1,46 kWh w 64 minuty, licząc z nagrzewaniem. Przy około 1,10 zł za kWh obiad z frytkownicy kosztuje 50 do 80 groszy.
