„Rosół musi mrugać pięć godzin. Komputer tego nie umie.” Teściowa powiedziała to w dniu, w którym przedstawicielka Vorwerka rozstawiła u nas na stole Thermomixa. Potem zjadła dwie porcje zupy krem z dyni z pokazu i wyszła bez słowa, co u niej oznacza mieszane uczucia.
Przez dwanaście lat prowadziłam stołówkę w podstawówce na Jeżycach. Gotowałam po trzysta obiadów dziennie i wiem, ile kosztuje każda minuta przy garach. Dziś gotuję w poznańskiej kamienicy dla męża, dwójki nastolatków i teściowej, która mieszka piętro niżej, a obiady jada u nas. Każdy talerz ma u niej recenzję, często dłuższą niż moja.
Thermomixa TM7 używałam przez siedem tygodni, od połowy sierpnia do początku października. Zrobiłam w nim 63 dania i zapisywałam wszystko w zeszycie przypiętym magnesem do lodówki. Nie wybierałam łatwych przepisów. Wybrałam te, przy których w polskim domu nie ma żartów: rosół, pierogi, bigos i masę makową na święta.
Vorwerk Thermomix TM7
Cichszy i prostszy niż TM6, z ekranem jak tablet. Świetny pomocnik do farszów, ciast i sosów. Do rosołu dla sześciu osób za mały.
- Ciasto na pierogi gładkie i elastyczne w niecałe 3 minuty
- Gzik i farsze w kilkanaście sekund
- Mieli mak na masę lepiej niż maszynka babci
- Na niskich obrotach słychać go ledwo, 48 dB z metra
- Naczynie 2,2 l jest za małe na rosół dla rodziny
- Po okresie próbnym Cookidoo kosztuje 259 zł rocznie
- Pełne naczynie jest ciężkie i źle się z niego nalewa
- Cena jak za porządną lodówkę
W skrócie: jeśli gotujesz prawie codziennie dla trzech lub czterech osób i masz dość stania przy kuchence, TM7 odda Ci około dwudziestu minut każdego wieczoru. Jeśli masz sprawnego TM6, zostań przy nim.
Jak się go kupuje i co jest w środku
Thermomixa nie znajdziesz w Media Expert ani w RTV Euro AGD. W Polsce sprzedaje go Vorwerk przez przedstawicieli handlowych i przez stronę internetową. Według danych samej firmy w 2025 roku ponad 99% TM7 trafiło do klientów właśnie przez przedstawicieli, zwykle po pokazie w domu. U nas pokaz trwał dwie godziny, a pani Agnieszka umyła po sobie wszystkie naczynia, co teściowa zapamiętała jej na długo.
Pierwsze, co rzuca się w oczy, to ekran 10 cali, pochylony w stronę osoby gotującej. Zdjęcia kolejnych kroków są duże, czytam je bez okularów, stojąc przy desce. TM6 miał 6,8 cala. Druga zmiana to dźwięk. Przy wolnych obrotach, kiedy sos dusi się godzinę, aplikacja z miernikiem na telefonie pokazywała z metra 48 dB. Lodówka z lat dziewięćdziesiątych w naszej kuchni jest głośniejsza.
Do tego smażenie do 160°C, gotowanie bez pokrywki, żeby sos się redukował, i szersza Varoma. Naczynie zostało za to takie samo, 2,2 litra. I właśnie przy tym naczyniu zaczęła się pierwsza rodzinna awantura.
Rosół w ślepym teście
Teściowa gotuje rosół od pięćdziesięciu lat w tym samym emaliowanym garnku. Kura z targu na Wildzie, kawałek szponderu, włoszczyzna opalona nad gazem, pięć godzin na najmniejszym ogniu. Zaproponowałam jej pojedynek. Ona robi swój, ja swój w TM7, z tych samych składników od tego samego sprzedawcy.
Problem pojawił się od razu. W naczyniu 2,2 litra mieści się około 1,6 litra wody z mięsem i warzywami. To cztery talerze, a w niedzielę jest nas sześcioro. Mój rosół gotował się 1 godzinę 50 minut na wolnych obrotach w trybie wstecznym, żeby noże nie siekały mięsa. Był smaczny, ale lekko mętny, bo nawet najwolniejsze mieszanie robi swoje.
Na obiad podałam dwie wazy bez podpisów. Głosowało pięć osób: mąż Tomek, Szymon, Ola, sąsiadka pani Basia i teściowa. Trzy głosy dostał rosół teściowej, dwa mój. Teściowa rozpoznała swój po pierwszej łyżce.
„Mój jest złoty, a ten jest jak herbata z mlekiem. Ale pietruszka dobra.” Teściowa, po degustacji, bez cienia litości
Wniosek jest prosty. Rosołu na niedzielę dla całej rodziny TM7 nie zrobi, a do tego klarownego, złotego potrzeba garnka i czasu. Ale w środę wieczorem, kiedy chcę zupę dla czterech osób w niecałe dwie godziny, sprawdza się świetnie. Za to przy pierogach role się odwróciły.
Pierogi ruskie: ciasto robi maszyna, lepić trzeba samemu
Ciasto na pierogi to test, który oblewa połowa urządzeń kuchennych. W TM7 wsypałam 500 g mąki, wlałam gorącą wodę z łyżką oleju i szczyptą soli, tryb ugniatania, 2 minuty 40 sekund. Wyszła gładka, elastyczna kula, która nie kleiła się do rąk. Po półgodzinnym odpoczynku pod miską rozwałkowałam ją cienko jak papier i nie pękała.
Farsz to osobna historia. Ziemniaki ugotowałam w Varomie, nad wodą, w tym czasie w naczyniu zeszkliła się cebula. Potem ziemniaki, twaróg i cebula razem, kilka sekund na niskich obrotach. Tu uwaga: za długie mieszanie i za wysokie obroty robią z ziemniaków klej. Pierwsza partia była właśnie taka. Druga, mieszana 12 sekund na obrotach 4, wyszła idealna.

Lepić musiałam sama, z Szymonem, który ma szesnaście lat, ręce jak łopaty i talent do pierogów o kształcie Afryki. Ulepiliśmy 74 sztuki w 50 minut. Teściowa sprawdziła brzegi, wszystkie po kolei. Nie powiedziała nic, a u niej to komplement.
Gzik, pyry i inne poznańskie szybkie rzeczy
W Poznaniu na kolację często są pyry z gzikiem, czyli ziemniaki w mundurkach i twaróg ze śmietaną, szczypiorkiem, rzodkiewką i cebulą. Zwykle siekam to wszystko nożem przez dziesięć minut. W TM7 szczypior, rzodkiewka i cebula są posiekane w 4 sekundy, a z twarogiem i śmietaną wymieszane w kolejne 10. Ziemniaki w tym czasie gotują się w Varomie.

Takich szybkich rzeczy było najwięcej i to one przekonały mnie najbardziej. Sos pieczarkowy do kopytek bez jednej grudki. Kotlety mielone, w których TM7 siekał cebulę i czosnek. Zupa krem z dyni, bo jesień. Ola, która ma czternaście lat i zwykle je tylko makaron, nauczyła się sama robić w nim naleśniki i przez dwa tygodnie robiła je codziennie.
Ale bigos to już inna liga. Na mój gar bigosu idą trzy kilo kapusty i kilo mięsa, a TM7 przy tym wygląda jak zabawka. Użyłam go do podsmażenia boczku z cebulą i do posiekania suszonych grzybów. Reszta dusiła się po staremu w żeliwnym garnku przez dwa dni. Przy tym właśnie garnku odkryłam funkcję, za którą TM7 pokochałby każdy w okolicach Wigilii.
Masa makowa, czyli test przed Wigilią
Mak na makowiec trzeba zmielić, i to dobrze. Teściowa mieli go trzy razy w starej maszynce do mięsa, a potem cała kuchnia jest w ziarenkach. W TM7 sparzony i odsączony mak zmielił się w minutę na najwyższych obrotach, potem z miodem, masłem, bakaliami i skórką pomarańczową podgrzałam masę w tym samym naczyniu.
Teściowa spróbowała z łyżeczki, potem jeszcze raz, potem poprosiła o słoik „na próbę”. Masa była gładka, wilgotna, bez twardych ziarenek. To pierwszy raz w siedmiu tygodniach, kiedy usłyszałam od niej coś, co brzmiało prawie jak pochwała: „No, to już przynajmniej do czegoś się przyda”.
Wszystkie te przepisy prowadził mnie krok po kroku ekran. I tu dochodzimy do kosztów, o których na pokazie mówi się mniej chętnie.
Cookidoo: ile naprawdę kosztuje gotowanie z przepisami
Sercem Thermomixa są prowadzone przepisy. Wybierasz danie, ekran pokazuje, co dodać, waga waży, a robot sam ustawia czas, temperaturę i obroty. Polskich przepisów jest sporo, od żurku po sernik. Na TM7 wszystko dzieje się szybciej, bo widać więcej kroków naraz, a postęp gotowania można śledzić w telefonie z drugiego pokoju.
Ale to wymaga abonamentu Cookidoo. Okres w zestawie z nowym robotem się kończy, a potem płacisz 259 zł rocznie. Bez abonamentu TM7 dalej waży, sieka, ugniata, gotuje i smaży, ale z przepisów zostają tylko te wbudowane i te, które zapiszesz sama. Przez dziesięć lat to ponad 2 500 zł, czyli prawie jedna trzecia ceny robota.
Najbardziej przydała mi się możliwość zapisywania własnych przepisów. Pierogi teściowej, z jej proporcjami cebuli, są teraz w robocie pod nazwą „Pierogi Krysi”. Nie wie o tym. Zrobię jej niespodziankę w święta, albo i nie.
Wady, które zauważyłam w siedem tygodni
Pierwsza to ciężar naczynia. Pełne zupy waży swoje, a dzióbek nie jest stworzony do nalewania do talerzy. Zawsze przelewam zupę najpierw do garnka. Druga to waga: na dziesięć ważeń mąki porównanych z moją wagą kuchenną największa różnica wyniosła 12 g. Do sosu bez znaczenia. Do biszkoptu, gdzie liczy się każdy gram, ważę osobno.
Trzecia to hałas na najwyższych obrotach. Mielenie maku na obrotach 10 to 80 dB, jak suszarka przy uchu. Trwa minutę, ale w sobotę o 7:30 obudziło Tomka, który przyszedł do kuchni w jednej skarpetce zapytać, czy coś wybuchło. Czwarta to akcesoria: części z TM6 szwagierki w większości do TM7 nie pasują.
| Co mierzyłam | Wynik |
|---|---|
| Dania ugotowane w 7 tygodni | 63, w tym 41 z Cookidoo |
| Rosół w naczyniu 2,2 l | 1,6 l, 4 talerze, 1 h 50 min |
| Ciasto na pierogi (500 g mąki) | 2 min 40 s |
| Gzik dla czterech osób | 14 sekund |
| Hałas na wolnych obrotach, z metra | 48 dB |
| Hałas na obrotach 10, z metra | 80 dB |
| Odchyłka wagi | maksymalnie 12 g na 10 ważeń |
| Mój czas przy kuchni na kolację, średnio | 21 minut zamiast 44 |
Ostatnia liczba jest najważniejsza. Mierzyłam stoperem, ile czasu naprawdę stoję przy desce i kuchence. 23 minuty mniej dziennie to ponad dwie i pół godziny w tygodniu. Jak mierzymy takie rzeczy, opisujemy na stronie jak testujemy. A po gotowaniu przychodzi zmywanie.
Mycie: lepiej niż trzy garnki, gorzej niż w reklamie
Po zupach wystarczy szybkie mycie: woda z kroplą płynu w naczyniu, kilka sekund na wysokich obrotach, płukanie i gotowe. Naczynie, pokrywa i Varoma idą do zmywarki. Podstawę przecieram ściereczką.
Po cieście, farszach i maku jest gorzej. Między nożami zostają resztki, więc za każdym razem wyjmuję zespół noży. W TM7 robi się to łatwiej niż w starszych modelach, ale to wciąż dodatkowa minuta przy zlewie, często późnym wieczorem.

Przy zwykłym obiedzie, kurczaku z warzywami na parze i ryżu, zmywam mniej więcej połowę tego, co wcześniej. Na koniec suche dane, zanim przejdziemy do pieniędzy.
Dane techniczne
| Cecha | Thermomix TM7 |
|---|---|
| Cena | 6 669 zł |
| Gdzie kupić | przedstawiciele Vorwerk i strona Thermomix |
| Ekran | dotykowy, 10 cali |
| Naczynie | 2,2 l, stal nierdzewna z osłoną izolacyjną |
| Maksymalna temperatura | 160°C przy smażeniu |
| Abonament | Cookidoo, 259 zł rocznie po okresie w zestawie |
Robot jest ciężki i nie będziesz go chować do szafki po każdym użyciu. Daj mu stałe miejsce, z dala od wiszących szafek, bo para wychodzi górą. A teraz to, o co pytają mnie wszystkie koleżanki: kiedy kupić.
Black Friday i Święta: kiedy kupić
Thermomix nie jest towarem, który przecenia się w Black Week jak frytkownica. Vorwerk prawie nigdy nie obniża ceny katalogowej. Promocje mają inną formę: akcesoria w prezencie, dłuższe Cookidoo, raty 0% na 36 miesięcy albo drugie naczynie w niższej cenie, jak wiosną tego roku.
Jeśli to prezent na święta, pomyśl o terminie. Kto dostanie TM7 w listopadzie, ten zrobi w nim farsz do uszek i masę makową na Wigilię. Kto znajdzie go pod choinką, zacznie gotować w styczniu, kiedy święta już minęły. Ja bym go dała wcześniej, na przykład na Mikołajki.
Dla kogo, a dla kogo nie
Alternatywy, które rozważałam
- Używany Thermomix TM6: po premierze TM7 jest ich na rynku mnóstwo. Prawie te same funkcje za ułamek ceny. Sprawdź uszczelkę, noże i to, czy urządzenie jest odłączone od konta poprzedniego właściciela.
- Monsieur Cuisine Smart z Lidla: katalogowo 2 499 zł, w promocjach w tym roku nawet 1 599 zł. Prowadzone przepisy bez obowiązkowego abonamentu, prostsze materiały i wolniejszy ekran. Dostępny tylko wtedy, kiedy Lidl wrzuci go do gazetki.
- Dobry blender i garnek z grubym dnem: jeśli najbardziej brakuje Ci siekania, a gotować lubisz, to rozwiązanie za kilkaset złotych.
Jeśli lubisz gotować po staremu, przyda Ci się mój poradnik jak naostrzyć nóż w domu, bo tępym nożem pyrom z gzikiem się nie przysłużysz. Wszystkie nasze testy znajdziesz w recenzjach, a to, nad czym pracujemy teraz, w trwających testach.
Jak się skończyło z teściową i z rosołem
TM7 nie gotuje lepiej od teściowej. Gotuje lepiej ode mnie we wtorek o 18:30, kiedy jestem zmęczona, Ola ma niedokończoną matematykę, a lodówka jest w połowie pusta. A większość z nas właśnie tak gotuje przez większość tygodnia.
Jest cichszy od poprzednika, prostszy i naprawdę oszczędza czas. Jest też drogi, naczynie jest ciężkie, a bez abonamentu traci część swojej magii. Rozłożony na pięć lat kosztuje około 110 zł miesięcznie, plus Cookidoo. Dla rodziny, która dzięki niemu rzadziej zamawia pizzę, to się spina. Dla kogoś, kto gotuje dwa razy w tygodniu, nie.
Teściowa zmieniła taktykę. Nie mówi już, że rosół musi mrugać. W zeszłą niedzielę przyszła z pustym słoikiem i zapytała, patrząc w okno, czy zrobię jej trochę masy makowej „tą twoją maszyną”.
Najczęstsze pytania o Thermomix TM7
Ile kosztuje Thermomix TM7 w Polsce?
Cena katalogowa to 6 669 zł. Robot kupisz u przedstawicieli handlowych Vorwerk, często po pokazie w domu, albo na oficjalnej stronie Thermomix. W sklepach z elektroniką zwykle go nie ma. Vorwerk rzadko obniża cenę, za to często dodaje akcesoria lub raty 0%.
Czy Thermomix TM7 działa bez Cookidoo?
Tak. Ważenie, siekanie, ugniatanie, gotowanie, smażenie i gotowanie na parze działają bez abonamentu. Zostają przepisy wbudowane i te, które zapiszesz sama. Pełna baza przepisów wymaga Cookidoo, które po okresie w zestawie kosztuje 259 zł rocznie.
Czy w Thermomixie TM7 ugotuję rosół?
Tak, ale w naczyniu 2,2 l zmieści się około 1,6 l wody z mięsem i warzywami, czyli cztery talerze. Gotuj w trybie wstecznym na wolnych obrotach. Rosół wychodzi smaczny, ale lekko mętny. Na niedzielę dla dużej rodziny lepszy jest garnek.
Czy warto zamienić TM6 na TM7?
Dla większości osób nie. TM7 jest cichszy, ma większy ekran i smaży do 160°C poza przepisami, ale w gotowych daniach różnica jest niewielka. Jeśli Twój TM6 działa bez zarzutu, zostań przy nim.
